Zresztą bohaterka Krystyny Jandy – błyskotliwa polska poetka z Nagrodą Nobla, która znalazła przystań we Włoszech - wydaje się uosobieniem Starego Kontynentu przeczuwającego nadchodzącą katastrofę. Dojrzała kobieta z apetytem na życie ma świadomość, że przemija, wciąż jednak fascynuje innych. Chce korzystać z życia i wolności na własnych zasadach. Za sprawą romansu z dużo młodszym imigrantem Maria Linde budzi oburzenie, jeszcze zanim wygłosi szokującą tezę po tragedii, która wstrząśnie krajem. Wybucha skandal, ale ona nie zamierza się tłumaczyć, jakby zapominając o konsekwencjach wypowiedzianych słów.

Borcuch, Twardoch i Janda

"Słodki koniec dnia" zaczyna się w dość nieskrępowanej atmosferze, wśród rozmów intelektualistów przy winie i skrętach, na tle pięknych krajobrazów toskańskiej prowincji, nieco usypiających czujność widza. Choć twórcy stosunkowo wcześnie podsuwają nam trop, kiedy wspominają o przygotowywanej na rynku instalacji artystycznej nawiązującej do losów Ezry Pounda. W pracy kamery Michała Dymka i muzyce Daniela Blooma pojawia się niepokojąca nuta.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej