W 2018 r. w pierwszej dziesiątce najbardziej kasowych produkcji znalazło się aż sześć filmów o superbohaterach, rok wcześniej było podobnie. I dawno przestała to być jedynie domena Stanów Zjednoczonych - z każdych 10 dolarów zarobionych na tego typu kinie już w 2014 r. tylko 4 dolary pochodziły z rynku amerykańskiego.

Mamy do czynienia z globalnym fenomenem. Obsesja ogarnęła cały świat, również Chiny („Venom” zarobił tam więcej niż w USA i Kanadzie, a „Aquamanowi” niewiele zabrakło do wyrównania wyniku z rodzimego box office’u). Hollywoodzkie wytwórnie uzależniły publiczność od przygód herosów niczym heroinowy diler. W tym roku wypuszczą na rynek rekordową ilość „towaru”.

8 marca na ekrany polskich kin wszedł pierwszy film o najpotężniejszej marvelowskiej superbohaterce − „Kapitan Marvel”. (Od światowej premiery zarobił ponad 760 mln dol., dla porównania − „Wonder Woman” przyniosła do tej pory producentom 821 mln dol.). Wielkimi krokami zbliża się zamknięcie marvelowskiej serii, czyli „Avengers: Koniec gry” (25 kwietnia). Odkąd w finale „Avengers: Wojny bez granic” za sprawą Thanosa połowa populacji wszechświata rozpłynęła się w powietrzu, widzowie nie mogą się doczekać ciągu dalszego i wiele wskazuje na to, że padnie kolejny rekord przedsprzedaży biletów. Nadchodzi też „X-Men: Mroczna Phoenix” (7 czerwca). Najnowsza część serii skupi się na postaci Jean Grey (w tej roli znana z „Gry o tron” Sophie Turner), która poznaje potencjał swojej mocy. Premiera zwiastuna otworzyła worek z interpretacjami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej