"Synonimy" to opowieść o życiu imigranta z Izraela w Paryżu. Nadav Lapid mówi o poczuciu obcości, którego nie da się pokonać, o próbie zaprzeczenia własnej tożsamości i jednocześnie desperackiej potrzebie odnalezienia jej na nowo. Na konferencji prasowej z laureatami reżyser wspominał, jak sam postanowił zapomnieć o kraju pochodzenia i wynajął w stolicy Francji zapyziałą kawalerkę, na poddaszu zalewanym przez każdy deszcz: - Nie znałem ludzi, języka, a dla mieszkańców miasta byłem przezroczysty. Nie udało mi się znaleźć żadnej furtki, aby wejść w ten świat i stać się jego częścią. Ale wszystko jest w życiu po coś: właśnie w Paryżu odkryłem kino.

„Synonimy” to film nie tylko o Francji. Lapid komentuje rzeczywistość, którą zarówno on, jak i jego bohater zostawili za sobą - pokiereszowani przez doświadczenie przymusowej służby wojskowej, zniesmaczeni kultem militaryzmu, zmęczeni agresywną, nacjonalistyczną ideologią, która zdominowała izraelskie życie publiczne. - W moim kraju ten film może wywołać kontrowersje – komentował reżyser, odbierając Złotego Niedźwiedzia.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej