Nominowanego do Oscara w kategorii najlepsza pierwszoplanowa rola męska Viggo Mortensena zobaczymy w już obsypanej nagrodami historii nieprawdopodobnej przyjaźni w filmie „Green Book” (trzy Złote Globy i pięć nominacji do Oscara) w reżyserii Petera Farrelly’ego. W kinach w Polsce już od 8 lutego.

Mahershala Ali gra w nim wybitnego pianistę Dona Shirleya, Viggo Mortensen jego włosko-amerykańskiego szofera. Obaj wyruszają na południe Stanów Zjednoczonych na początku lat 60. XX wieku na wielotygodniowe tournée. Ich wspólna podróż, pełna zaskakujących przygód, okaże się początkiem niezwykłej przyjaźni.

Mariola Wiktor: Lubi pan zaskakiwać?

Viggo Mortensen: Żeby jakoś specjalnie, to nie. Po prostu lubię chodzić swoimi drogami. Wybieram role, które mnie interesują. W ten sposób unikam zaszufladkowania.

Film „Green Book” w reżyserii Petera Farrelly’ego będzie szokiem dla pana fanów. Z trudem poznałam w otyłym, rubasznym, mówiącym z pełnymi jedzenia ustami bohaterze Vigga wysportowanego, szczupłego i tajemniczego z pana wcześniejszych wcieleń. Jak doszło do takiej metamorfozy?

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej