"Green Book" to historia wyprawy na rasistowskie Południe Ameryki, którą w 1962 r. podejmują czarny muzyk jazzowy i jego kierowca, biały Amerykanin włoskiego pochodzenia. Film ma pięć nominacji do Oscara, zdobył trzy Złote Globy. Jest dobrze napisaną, sprawnie wyreżyserowaną i znakomicie zagraną rozrywką w hollywoodzkim stylu. Na pokazach przedpremierowych w Polsce publiczność nagradzała niektóre sceny gromkimi brawami, a nawet oklaskiwała cały film.

"Green Book" jest też jednak filmem z przesłaniem. I nie wszystkim podoba się podanie owego przesłania.

A.O. Scott, krytyk "New York Timesa", o filmie Farrelly'ego: "Jeśli zapowiedzi wywołały w was niepokój, że ten film może się okazać sentymentalną opowiastką o przezwyciężeniu uprzedzeń, że jego przesłanie polityczne będzie równie ostrożne jak jego żarty i że skłoni nas wszystkich do składania sobie gratulacji za wspaniałą pracę, jaką wykonaliśmy nad sobą jako naród - wasze obawy zostaną potwierdzone".

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej