Jeśli przyjąć, że stół bilardowy to pole mojej walki, a kula to ja sam, no to jakoś nietęgo ostatnio. Stoję… Stoję czy leżę jako kula, mój ty języku polski? Dobra, znajduję się, jestem, spoczywam na tym stole i nic, żadnego karabinu w postaci kija, który by mnie wystrzelił do jakiekolwiek dziury. Ale oto jest! Telefon z redakcji i Herr Rudniki zmierza dokąd? Na pokaz premierowy „Planety Singli 3”, miejsce Warszawa, Złote Tarasy.

Zaczyna się, a ja zamiast na ekran, to na twarze widzów. Się gapię, bo lubię, jak Polacy lubują się. Lubię patrzeć, kiedy udręczonym polityką i dniem powszednim rodakom jaśnieją lica, widok niecodzienny. I niechże będą to nawet komedie romantyczne, nie rozumiem tych, którzy na nie chodzą i zżymają się, to tak, jakby wybrać się do sklepu meblowego i do książki skarg i zażaleń wpisać, że w pomieszczeniu znajdują się meble. Ja jestem na wszystko jak „u” otwarte i irytują mnie te zamknięte „ó” z wyniosłą kreską.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej