Recenzja filmu "Faworyta": *****

Początek XVIII wieku. Anglia jest w stanie wojny z Francją, ale uwagę reżysera Yorgosa Lanthimosa przyciąga starcie, do którego dojdzie z dala od zawieruchy pól bitewnych. Co nie znaczy, że nie padnie tu żaden wystrzał z pistoletu. Na ile film trzyma się faktów? Tym niech martwią się historycy. Widzowie mogą spokojnie dać się porwać opowieści w sieci dworskich intryg.

Oto zubożała arystokratka Abigail Masham rzuca wyzwanie kuzynce, która nie bez oporów wyciągnęła do niej pomocną dłoń i uczyniła swoją służącą.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej