Kto w tym roku dostanie Oscara za najlepszy film? Fascynująca, kostiumowa „Faworyta” czy raczej wzruszająca „Roma”? Bo chyba nie przesycona efektami specjalnymi „Czarna Pantera” ani tym bardziej nakręcone cepem „Narodziny gwiazdy”

Filmowa biografia Dicka Cheneya? Przecież to najnudniejszy facet we współczesnej polityce. Zero osobowości, brak soczystych wypowiedzi, żadnych skandali. Po co mu poświęcać pełny metraż? Ale skoro już „Vice’a” Adama McKaya nominowano do najważniejszych nagród filmowych, postanowiłem dać mu szansę. Uznałem, że w najgorszym wypadku popatrzę na szokująco odmienionego Christiana Bale’a. Lubię Bale’a.

Za to wiceprezydenta USA w jego wydaniu polubić się nie da. Sympatyczniejszy był już główny bohater „American Psycho”. Cheney po raz pierwszy przekroczył próg Białego Domu w 1969 r. jako stażysta w administracji prezydenta Nixona, a zatrzasnął za sobą drzwi pół wieku później jako ustępujący wiceprezydent, druga osoba w państwie rządzonym przez George’a W. Busha.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej