Gdy przeglądam tytuły premier filmowych przewidzianych na rok 2019, na ogół tylko wzruszam ramionami. Jedno mnie jednak podskórnie ekscytuje: to, iż bohaterem tego roku, a przynajmniej jego drugiej połowy, bez wątpienia stanie się obecnie 85-letni Roman Polański. Powodem owej sławy będą dwa powstające teraz filmy: „Pewnego razu w Hollywood” Quentina Tarantino (polska premiera 9 sierpnia) i „J’accuse” Polańskiego, którego francuską premierę zaplanowano na 4 grudnia.

Istotnym dramaturgicznym składnikiem pierwszego z nich jest ponoć zabójstwo z 9 sierpnia 1969 r., kiedy to z rąk członków tzw. bandy Mansona w willi w Beverly Hills zginęło pięć osób, w tym będąca w dziewiątym miesiącu ciąży Sharon Tate (Margot Robbie), żona Romana Polańskiego (Rafał Zawierucha), który pracował wtedy w Londynie, przygotowując „Dzień delfina”.

Drugi film - wg scenariusza Roberta Harrisa i ze zdjęciami Pawła Edelmana - przywołuje słynną aferę polityczną z roku 1894 r.: o szpiegostwo na rzecz Niemiec niesłusznie oskarżono wtedy Alfreda Dreyfusa, francuskiego kapitana pochodzenia żydowskiego, skazując go na dożywotni pobyt w obozie karnym na Wyspie Diabelskiej. Rehabilitacji Dreyfus doczekał się dopiero w roku 1906. Wcześniej Francja podzieliła się na dwa obozy: jego obrońców i jego przeciwników.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej