– To film o ostentacji. O wulgarności, która zdominowała naszą codzienność i życie publiczne. Ale też o tym, dlaczego jest tak atrakcyjna – mówi Paolo Sorrentino.

Reżyser w „Onych” stworzył portret Silvia Berlusconiego tuż przed jego ostatnią kadencją jako premiera Włoch. Siedemdziesięcioletniego milionera pokazuje głównie w jego luksusowej posiadłości. Pływa w niej statkiem po prywatnym jeziorze, przeprowadza erupcje sztucznego wulkanu w ogrodzie, słucha piosenek w wykonaniu nadwornego muzyka. Prowadzi grę, której stawką jest władza w państwie, i z równym oddaniem wyprawia imprezy bunga-bunga.

We Włoszech krytycznie przyjęci „Oni” weszli do dystrybucji w dwóch częściach. W Polsce w kinach można obejrzeć wersję skróconą, choć ciągle nierówną, z mieliznami fabularnymi, zbyt dosłownymi metaforami i nieprzystającymi do siebie wątkami. Krytycy słusznie wytykali też uprzedmiotowienie kobiet w filmie.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej