Komiks zdominował popkulturę lata temu. Trudno o lepiej zarabiające filmy niż produkcje z filmowego uniwersum Marvela, by wymienić tylko tegorocznych „Avengers: Wojnę bez granic” i „Czarną Panterę”, które łącznie zainkasowały w światowych kinach sporo ponad 3 mld dol.

Ale choć ich bohaterowie są stałymi elementami masowej wyobraźni, to większość kojarzy ich właśnie z filmów, a nie komiksowych plansz. Nawet to, że ostatnie serie o Supermanie czy Batmanie były nieudane, nie zmienia tego, że wyobrażamy ich sobie z twarzami Henry'ego Cavilla i Christophera Reeve’a czy Bena Afflecka i Christiana Bale’a.

I nie chodzi tu nawet o znacznie większą popularność filmu jako medium od komiksów, ale raczej o to, że mało który twórca czerpie z nich coś więcej poza szkieletem historii i kilkoma wizualnymi odniesieniami.

Ruchome obrazki

Nic w tym dziwnego. Komiks, choć z racji plastycznego charakteru znacznie bliższy filmowi niż książka, trudno jest przenieść na ekran. Może być wykorzystany przy storyboardach, ale jak wprawić w ruch nieożywione kadry, by przypominały oryginał?

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej