Z Alfonso Cuarónem, reżyserem „Romy”, rozmawia Krzysztof Kwiatkowski

Krzysztof Kwiatkowski: Po co oglądać się wstecz?

Alfonso Cuarón: Czasem powiedzenie, „jestem obywatelem świata, żyję teraźniejszością” okazuje się zbyt łatwe i żeby zrozumieć siebie, trzeba prześledzić własną drogę. Choć mieszkam prawie trzy dekady w Stanach, pozostałem Meksykaninem, wciąż myślę w chilango, dialekcie hiszpańskiego używanym w stolicy, a w języku angielskim nie zgubiłem akcentu. Z kolei w mieście Meksyku, w którym się wychowałem, czuję się u siebie. Przez chwilę, bo potem odkrywam, że znajomi na ulicach mają bieżące sprawy do załatwienia, a ja widzę wyłącznie ludzi, krajobrazy i nastroje z lat 70.

W „Romie” wrócił pan po latach emigracji do swojego kraju, podobnie jak Paweł Pawlikowski w „Idzie” i „Zimnej wojnie”. W czerni i bieli opowiedział pan o kolorach i smakach własnego dzieciństwa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej