„Kler”, film Wojciecha Smarzowskiego o ciemnych stronach hierarchii Kościoła katolickiego, obejrzało w Polsce już ponad 5 mln widzów. To trzeci najchętniej oglądany w polskich kinach film po 1989 r. Rekordzistą, jeśli chodzi o kinową widownię po transformacji, jest „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana, które zobaczyło 7,1 mln osób. Numerem dwa jest „Pan Tadeusz” Andrzeja Wajdy z 6,1 mln widzów. 

Frekwencyjne sukcesy „Kleru” oznaczają także sukces kasowy. I to właśnie z tego powodu producent filmu musiał oddać dotację otrzymaną od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. To normalna procedura – zgodnie z ustawą o kinematografii producent otrzymujący od PISF-u dofinansowanie musi zwrócić otrzymane pieniądze w przypadku osiągnięcia zysku.

Budżet filmu wyniósł 10 mln zł, a jego częścią była dotacja z PISF-u, czyli właśnie 3,5 mln zł. „Kler” mógł te pieniądze odrobić już przez pierwsze dziesięć dni wyświetlania, gdy miał blisko 2,5 mln widzów. Jeśli pomnożymy liczbę widzów przez średnią cenę biletu kinowego – wg danych PISF w 2017 r. było to 18,95 zł – wyjdzie prawie 47,5 mln zł. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej