Naturszczyk w roli głównej, demoniczny Jan Frycz z ogoloną głową, rekordowa liczba przekleństw na minutę i ryzykowne akrobacje formalne (np. wstawki rodem z horroru). Do tego animacje komputerowe czy inspirowana „Magnolią” Paula Thomasa Andersona scena, w której bohaterowie śpiewają piosenkę Myslovitz. Dawno żaden polski serial nie wzbudził tylu emocji i dyskusji, co „Ślepnąc od świateł”.

To opowieść o dilerze kokainy, który w bożonarodzeniowej gorączce krąży po Warszawie.

Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej