Nigdy jeszcze, odkąd uczestniczę w festiwalu filmów o prawach człowieka Watch Docs, nie miałem tak silnego poczucia, że te filmy mówią o tym, co dzieje się nie gdzieś daleko, ale tuż za rogiem. Jakby naszym doświadczeniem była wojna domowa i religijny dżihad. Jakby naszą ulicą, jak w Charlottesville, maszerowali neonaziści. Jakby się czuło spaleniznę śmietnisk Akry. I jakby pod nasz dom podchodziły wody oceanu podnoszącego się co roku o 3 milimetry.

Reakcją na ten skondensowany obraz zagrożeń nie jest zdumienie, szok, chęć ucieczki. Ucieczki nie ma. Nie ma co się straszyć. Sens tego festiwalu polega na tworzeniu poczucia wspólnoty i odpowiedzialności. Poczuj się przez tych kilka dni na Watch Docs, jakbyś był przedstawicielem rządu światowego.

Oto pięć z pięćdziesięciu pięciu dokumentów tego festiwalu.

„O ojcach i synach”, reż. Talal Derki

Przez dwa lata reżyser Talal Derki żył w swoich dawnych rodzinnych stronach w północnej Syrii, dziś opanowanych przez bojowników An-Nusry, odłamu Al-Kaidy. Udawał dżihadystę, fotografa wojennego. Zamieszkał w rodzinie sympatycznego Abu Osamy, specjalisty od min i bomb, marzącego o „uczciwym kalifacie”. Sam niewierzący, modlił się razem z nim. Obserwował z bliska, jak czuły ojciec Osama przygotowuje swoich synków do wstąpienia do oddziałów terrorystycznych, aby tam pozbyli się słabości, „zabijali i ginęli pod flagą Boga”. Te dzieci będą bronić islamu „w Afganistanie, w Indiach, w Czeczenii, w Birmie”. Osama czuje się jak Abraham na wezwanie Boga gotów poświęcić syna.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej