Bernardo Bertolucci (1941-2018). Jeden z największych włoskich reżyserów filmowych. Autor m.in. „Konformisty” (1970, nominacja do Oscara), „Ostatniego tanga w Paryżu” (1972, dwie nominacje do Oscara), „Ostatniego cesarza” (1987, dziewięć Oscarów) czy „Marzycieli” (2003). Rozmowa jest kompilacją wywiadów przeprowadzonych w Cannes w 2012 i 2013 r.

Krzysztof Kwiatkowski: Promienieje pan, gdy mówi o kinie.

Bernardo Bertolucci: Co ja poradzę, że tak lubię tę robotę? Na każdym etapie. Kiedy myślę o scenariuszu i wyobrażam sobie losy bohaterów. Gdy zbieram grupę wspaniałych ludzi i wychodzimy na plan. A potem jeszcze, pakując się do samolotu, żeby pokazać film w Cannes czy w Wenecji. Kino zresztą nie jest dla mnie tylko pracą. To moje życie. Tak je sobie wymyśliłem i tego się trzymam.

A jednak w XXI w. na ponad dekadę zszedł pan z planu.

– Opowiedziałem o tym czasie w „Ja i ty” (2012). Bohater filmu zamyka się przed światem w piwnicy, w mroku, izoluje się. Boi się odsłonić, żeby nikt go nie zranił. Ja przez całe lata nie umiałem się pogodzić z paraliżem nóg. Nie chciałem, by ktoś mnie takiego zobaczył, czułem się strzępem siebie. Uważałem, że wszystko się dla mnie skończyło. Sen prysł.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej