Aleksandra Szyłło: „Nie pytaj dziecka, jeśli nie chcesz wysłuchać odpowiedzi. Nie poniżaj. Nie odzieraj z godności. Nie zaprzeczaj emocjom. Nie oceniaj” – widz „7 uczuć” zostaje z tym apelem, wybrzmiewającym w finale filmu. Z jednej strony, to nie jest żadna odkrywcza teza, znamy ją z podręczników, poradników i warsztatów. Z drugiej strony, wielu dorosłych takiej wiedzy wręcz nie chce. Nawet jeśli słyszeli o „Porozumieniu bez przemocy” czy „Rodzicielstwie bliskości”.

Joanna Goska, psychoterapeutka rodzin: Widziałam „7 uczuć” dwa razy na pokazach przedpremierowych i za każdym razem ten film mocno mnie poruszył. Ale widziałam też ludzi, którzy nie wytrzymywali napięcia i wychodzili z sali kinowej. Mamy w społeczeństwie świadomych rodziców, takich, którzy poszukują drogi do budowania żywej relacji z dzieckiem. Ale przecież wielu z nas żyje tak, jak żyją bohaterowie Koterskiego. W wielu domach żyją jakby niewidzialne dzieci. Dzieci, które nie mają z kim podzielić się codziennymi przeżyciami, emocjami - bez obawy, że zostaną wyśmiane, ocenione, pouczone. Postawa rodzicielska przekazywana jest z pokolenia na pokolenie i jej zmiana jest trudna. Krępuje nas chociażby poczucie rodzinnej lojalności: „mój ojciec był taki i wyrosłem na porządnego człowieka”. Nawet jeśli ten ojciec ranił i nie miał dla nas czasu.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej