W sobotę w „Magazynie Świątecznym” specjalny dodatek „Kler nasz powszedni”, a w nim m.in. rozmowa z grającym w filmie Wojciecha Smarzowskiego Arkadiuszem Jakubikiem

Fijałkowski prowadzi renomowane kino przy Piotrkowskiej od 24 lat, ale takich premierowych piątków jak 28 września 2018 r. pamięta ledwie kilka. – Myśleliśmy, że instytucja konika sprzedającego na lewo bilety przed kinami umarła na zawsze jakieś 15 lat temu. Otóż właśnie powróciła – mówi.

I dodaje: – Do mojego kina po bilety przychodzą osoby, które nie były w kinie od lat, niektóre nawet od kilkudziesięciu. Twórcy „Kleru” powinni być też wdzięczni wszystkim nadgorliwcom, którzy atakowali ten film przed premierą i dokonywali rozmaitych prób cenzury. Gdyby nie to, wielu ludzi nie poszłoby na „Kler”. Teraz pójdą z przekory. Bo, jak mi tłumaczą, „nikt im nie będzie mówił, co mają oglądać, a czego nie”.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej