Podobno księża, którym Smarzowski jako pierwszym pokazał swój film, orzekli, że jest bardzo prawdziwy, ale widz polski nie jest jeszcze na ten obraz przygotowany, bo zna Kościół jedynie od strony ołtarza, nie od kulis. Ludzie pomyślą, że to złośliwa karykatura, a to tylko zagęszczona realność, doprowadzona do paroksyzmu.

Satyra na obłudę i pazerność duchownych jest gatunkiem starym jak świat. W Ewangelii św. Mateusza – sfilmowanej kiedyś przez Pasoliniego – Jezus wymyśla faryzeuszom od „plemienia żmijowego” i „grobów pobielanych”. Oskarża ich o największy fałsz polegający na tym, że „kładą ludziom na ramiona ciężary nie do uniesienia, a sami palcem ruszyć nie chcą”. Czy można ostrzej?

Ksiądz wie, kiedy grzeszy

W Polsce – kraju, cokolwiek by mówić, katolickim – internet pęka od antyklerykalnych obelg. Ostoja polskiej religijności, wieś, zawsze była antyklerykalna. Grzeszni księża z filmu Smarzowskiego sami zdają się dołączać do tego chóru.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej