„Jeannette. Dzieciństwo Joanny d'Arc” jest średniowiecznym musicalem patriotyczno-religijnym z death metalem i rapem w podkładach. A to nie koniec niespodzianek…

Mamy rok 1425, pastwisko nad rzeką Mozą nieopodal wioski Domrémy. Ośmioletnia pastereczka Jeannette nie zaprząta sobie jednak głowy owcami, bo załatwia sprawę z Bogiem: pyta go, jak to możliwe, że po 14 wiekach chrześcijaństwa (ile to modlitw dobrych ludzi!) ziemski los wiernych wciąż jest raczej paskudny. Domaga się też boskiej interwencji w sprawie aktualnie rozgrywającego się epizodu wojny stuletniej.

Wygląda na to, że Bóg pozytywnie ustosunkowuje się do jej prośby, nie tylko wspierając Francuzów w jednej z bitew, ale też powierzając dziewczynce rolę dowódcy. To ona powiedzie udręczony naród ku zwycięstwu, ale na razie musi zostawić owce i wyjechać ze wsi...

Dumont: „To tylko inscenizacja"

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej