Tadeusz Sobolewski: Po premierze „Idy” powiedział pan coś zaskakującego: że ten film to akt miłości do Polski, jaką pan zostawił, wyjeżdżając z niej jako czternastolatek. Do tamtych piosenek, ulic, ludzi. W jeszcze większym stopniu dotyczy to „Zimnej wojny”. Film rozgrywa się między latami 40. a 60. Między Paryżem, gdzie mieszka Wiktor, uciekinier z PRL, a Warszawą, w której została Zula. I jak w „Idzie” filmuje pan rzeczywistość, w której wszystko jest zmieszane. To takie poszukiwanie straconego czasu.

Pozostało 93% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej