Tamten film, utrzymany w surowym, paradokumentalnym stylu, niósł groźną przestrogę. Była to wizja politycznego piekła, permanentnej walki, wyzbytej odruchów solidarności. Krwawe porachunki mafii neapolitańskiej posłużyły Garronemu za model przyszłego ustroju, obraz nowego, XXI-wiecznego faszyzmu.

„Dogman” to również czarna wizja przyszłości, ale skupiona na psychologii człowieka. Bohaterami tej bajki są Dobry i Zły. Tylko dlaczego ten dobry, prześladowany wypada gorzej w naszych oczach?

Czytaj codzienne relacje Tadeusza Sobolewskiego z Cannes

Ta czarna bajka jest wycyzelowana do najdrobniejszych szczegółów, jak gagi Chaplina czy Keatona. Garrone przyznaje, że byli dla niego wzorem, choć film nie wywołuje uśmiechu. Ten film, spełniony na wielu polach (scenariusz, reżyseria, aktorstwo, zdjęcia, scenografia), jest jednym z tych, o których mówi się, że „pozostaną”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej