W rankingu krytyki mimo wysokiej pozycji „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego najwyższe i wyrównane oceny krytyki zbierają „Złodziejaszki” (”The Shoplifters”) – japoński film Hirokazu Koreedy, reżysera dobrze znanego w Cannes od czasu rodzinnego dramatu o zamienionych dzieciach „Jak ojciec i syn”.

Rodzina jest tematem większości jego filmów. Również pod tym względem Koreeda jest spadkobiercą wielkiego Yasujiro Ozu, uznawanego za „najbardziej japońskiego” w XX-wiecznym kinie. Nie przypadkiem filmy Koreedy często dzieją się w Kamakurze, dawnej stolicy Japonii, gdzie Ozu żył i jest pochowany. Dokument o nim zrealizował kiedyś Wim Wenders, a swoją pielgrzymkę na jego grób, na którym wyryte jest tylko japońskie słowo-znak „mu” (nicość), opisywał Jim Jarmusch.

Buddyzm Ozu i Koreedy przejawia się w lekkości, z jaką w tych filmach mówi się o rzeczach ostatecznych. I w szczególnym poczuciu humoru.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej