Emilia Dłużewska: 11 maja francuska agencja AFP opublikowała pana wypowiedzi o tym, że w Polsce panuje cenzura, a pan wraz z innymi twórcami jest na czarnej liście. Tak pan powiedział? I kiedy? Teraz czy – jak oświadczyła producentka „Idy” i „Zimnej wojny” – dwa lata temu?

Paweł Pawlikowski: Mówiłem to dwa lata temu, ostatnio i dziś też mogę: polski rząd ma zapędy autorytarne. AFP sparafrazowało moje wypowiedzi w taki sposób, że je przekłamało. Nie powiedziałem, że w Polsce panuje cenzura jak za komuny ani że jestem na jakiejś ogólnopaństwowej czarnej liście. Odniosłem się do TVP i podlegających MSZ Instytutów Polskich. Telewizja Polska stała się tubą propagandową rządu – tak jak było za komuny. Zarówno w TVP, jak w Instytutach istnieją nieoficjalne listy artystów, których nie należy wspierać.

Skąd pan to wie?

– Od ludzi, którzy tam pracują lub pracowali. Kiedy w listopadzie 2016 r. TVP Kultura zdjęła z ramówki „Idę”, dostałem SMS-a od jej pracownika, który złożył wówczas wypowiedzenie. Napisał, że wypadły też „Obywatel” Jerzego Stuhra, „W imię...” Małgorzaty Szumowskiej i „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego [Pawlikowski pokazuje SMS-a]. Po zdjęciu „Idy” w mediach zrobiła się burza. W końcu ją pokazali, ale poprzedzoną „debatą”, w której zgadzający się ze sobą faceci tłumaczyli, że przedstawia antypolski punkt widzenia. Wtedy wypowiedzenie złożyła Grażyna Torbicka. Powiedziała mi potem, że zrezygnowała z tego powodu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej