Nalczyk w rosyjskiej Kabardo-Bałkarii, niedaleko granicy z Gruzją, to miasto rodzinne Kantemira Bałagowa, reżysera „Bliskości”. Tam również rozgrywa się akcja filmu. To miejsce multikulturowe, w którym większość społeczeństwa jest muzułmańska, bardzo duża część - prawosławna. Główna bohaterka Ila to młoda dziewczyna wychowana w innej tradycji: w rodzinie żydowskiej.

Brat Ily razem ze swoją narzeczoną zostaje porwany przez kabardyjską mafię, która żąda od jego biednej rodziny okupu. Sąsiedzi mają dla bliskich porwanego propozycję - dadzą im na pieniądze, jeśli Ila zgodzi się wyjść za ich syna. Bohaterce ten pomysł się nie podoba, przecież ma chłopaka. Chłopak jednak nie podoba się jej rodzicom, bo nie jest Żydem - to Kabardyjczyk.

„Bliskość” to nie jest film o polityce

Pytam Darię Żowner grającą w „Bliskości” rolę Ily o Żydów w Kabardo-Bałkarii. „Nie, to nie o tym, antysemityzm w filmie to wątek poboczny” - słyszę. Pytam o spięcia na linii starzy konserwatyści - młodzi liberałowie. „Nie, proszę pana, też nie, to nie film o polityce”. To może po prostu o mieście, w którym się rozgrywa?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej