Jesteśmy we współczesnej Rosji. Dominika Jegorowa (Jennifer Lawrence), baletnica po kontuzji nogi, zostaje przymuszona do pracy w wywiadzie. Wysyłają ją do Budapesztu, by okręciła sobie wokół palca pracownika CIA Nate’a Nasha (Joel Edgerton). Nash niedawno uciekł z Moskwy, pozostawiając tam zwerbowanego przez siebie agenta, członka najwyższych rosyjskich władz. Rosjanie koniecznie chcą zdemaskować tego kreta…

CZYTAJ TAKŻE: "Kiedy masz na planie Jennifer Lawrence, masz już cały film". To nie tylko opinia zakochanego artysty

„Czerwona jaskółka” w trzech odsłonach

Dlaczego „Czerwona jaskółka” jest perwersyjna? Bo Jegorowa przechodzi szkolenie, jakiego nie powstydziłyby się najdogłębniej wykwalifikowane antyczne kurtyzany. Każda agentka z grupy Jaskółek ma mieć gorące ciało i zimny umysł. Uczy ich tego podstarzała instruktorka (Charlotte Rampling), w której oczach widać żal, że sama nie może już uwodzić. W „Czerwonej jaskółce” są więc i golizna, i śmiałe jak na Hollywood sceny erotyczne. Panuje bezwstydna atmosfera. Inna rosyjska agentka, spotkana w Budapeszcie Marta (Thekla Reuten), mówi do Jegorowej: - Przecież i tak wszyscy mają nas za kurwy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej