Ta przypowieść rozgrywa się w cieniu wielkiej budowy – stawianego w szczerym polu pomnika Chrystusa Króla. Chłopak, który przy niej pracował, po wypadku wraca do rodzinnego miasteczka, do dziewczyny. Ma inną, przeszczepioną twarz. Jednak zamiast wzbudzać zainteresowanie czy podziw, wywołuje wśród mieszkańców zabobonny lęk i wrogość. Staje się Obcym.

CZYTAJ TAKŻE. Szumowska: W "Twarzy" pokazuję Polskę w wielkim stężeniu. Chcę dać filmem w ryja

W „Twarzy” – podobnie jak w „Body/Ciało”, tylko w jeszcze większym stopniu – Szumowska próbuje stworzyć całościową wizję świata. Buduje film wokół jednej pojemnej metafory: twarzy.

To coś więcej niż aluzyjna satyra społeczna dokonywana z punktu widzenia zatroskanego obywatela. Szumowska przyjmuje raczej punkt widzenia „obywatelki kina”. Tyle u niej Polski co Danii u von Triera czy Ameryki u Lyncha. I może nie tyle o Polskę tu chodzi, ile o dwoistość człowieka.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej