Maria Ciunelis, aktorka warszawskiego Teatru Ateneum, znana także z małego i dużego ekranu, scenarzystka, zaczęła prace nad „Koroną królowej” jeszcze w 2015 r. Miał to być codzienny serial historyczny opowiadający o kolejnych władczyniach noszących ten klejnot, począwszy od Jadwigi Bolesławówny, żony Władysława Łokietka.

Do Ciunelis i drugiej scenarzystki Agaty Danielowskiej dołączył konsultant historyczny dr hab. Jerzy Pysiak, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego. Projekt recenzowali (pozytywnie) profesorowie Henryk Samsonowicz i Krzysztof Ożóg. Szczegółowo rozpisany zarys fabuły i sześć pierwszych odcinków spodobały się władzom TVP jeszcze z poprzedniego nadania, a serial został skierowany do produkcji już za rządów Jacka Kurskiego.

Premiera zapowiadana była na późną jesień 2017 r. Została przesunięta, bo, jak mówiła „Wyborczej” Ilona Łepkowska, najsłynniejsza autorka polskich telenowel, Kurski dał jej odcinki do przeczytania, a ona stwierdziła, że serial w tej postaci nie będzie, jak chciał Kurski, „okrętem flagowym TVP”, lecz „tonącą krypą”. Łepkowska przerobiła scenariusze. Zmiany były na tyle drastyczne, że najpierw wycofał się konsultant, potem obie autorki.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej