Gdy w czwartek gruchnęła wieść o przejęciu części koncernu 21st Century Fox należącego do rodziny Murdochów przez molocha przemysłu rozrywkowego, branżowi eksperci z marszu zaczęli analizować przyszłość rynku medialnego. Przypomnijmy: Disney przejmie m.in. wytwórnię 20th Century Fox, platformę cyfrową Sky, kanały National Geographic i Star TV Fox.

Imponująca była kwota, która uczyniła z transakcji największe po fuzji AOL i Time Warner z 2001 r. (103,5 mld) połączenie spółek związanych z show-biznesem. Jednak negocjacje trwały od jakiegoś czasu, więc samym ich sfinalizowaniem nikt nie był zaskoczony.

Ale biznes biznesem. Co wchłonięcie przez Disneya kolejnej fabryki rozrywki oznacza dla widzów?

Tak powstają imperia

Zanim spojrzymy w przyszłość, warto się cofnąć do lat 90., gdy Disney zaczął produkować swoje najbardziej dochodowe animowane hity. Wśród nich np. „Króla Lwa” z 1994 r., który z rocznym przychodem rzędu blisko 313 mln dol. do dziś pozostaje trzecim z najlepiej zarabiających filmów animowanym w historii.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej