Sagą „Gwiezdnych wojen” rządzi zasada powtarzalności. Poprzednia część – „Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy” (2015) J.J. Abramsa – podobała się widzom zgodnie z zasadą inżyniera Mamonia, że najbardziej lubimy te melodie, które już słyszeliśmy. Począwszy od konstrukcji fabuły była bardzo podobna do „Gwiezdnych wojen: Nowej nadziei” (1977) George’a Lucasa. Ale nie chodzi tylko o kopiowanie starych pomysłów.

...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej