Radosław Śmigulskirocznik 1979. Od wczoraj najważniejsza osoba w polskiej kinematografii – nowy szef Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Wcześniej m.in. członek zarządu Totalizatora Sportowego, dyrektor firmy dystrybucyjnej i producenckiej Syrena Films i członek założonego przez Przemysława Wiplera (po odejściu z PiS w 2013 r.) stowarzyszenia Republikanie.

PAWEŁ T. FELIS: To prawda, że zaczął pan pracę w PISF już w piątek?

Radosław Śmigulski: Tak.

W głosowaniu komisji konkursowej otrzymał pan sześć głosów. Pana kontrkandydatka, Izabela Kiszka-Hoflik – do czwartku p.o. szefa PISF, pracująca w instytucie od początku – pięć. Komisja ostatecznie rekomendowała Piotrowi Glińskiemu was oboje, a minister wybrał pana. Czym przekonał pan najpierw komisję, a potem ministra?

– Nie wiem, na temat konkursu nie rozmawiałem ani z komisją, ani z ministrem. Cieszę się, bo była to komisja złożona z ludzi z różnych środowisk i różnych części biznesu filmowego.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej