Są w „Tarapatach” rzeczy zaskakujące. Choć historia dzieje się współcześnie, w życiu młodych nie ma śladu po Facebooku, WhatsAppie czy oglądanych na Netfliksie serialach. Nie ma też rodziców.

Wyjechali do Kanady, Julkę (Hanna Hryniewicka) zostawili w polskiej szkole z internatem, a gdy przyszły wakacje, „zapomnieli” o bilecie na samolot i – wnioskując z fabuły – zapadli się pod ziemię. Nie skajpują, nawet nie dzwonią: rozmowy telefoniczne kończą się problemami z połączeniem i trzaskami w słuchawce.

„Tarapaty” – co nawet dla mojej 12-letniej ekspertki było nazbyt oczywiste – powtarzają schemat opowieści o dorastających dzieciach, które nie mogą znaleźć z dorosłymi „wspólnej linii”. Młodzi traktowani są więc jak...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.