Nowoczesna kultura serialowa narodziła się 8 kwietnia 1990 r., kiedy amerykańska stacja ABC nadała pilot serialu „Twin Peaks”. Po początkowym sukcesie doszło do konfliktu między ekscentrycznym reżyserem Davidem Lynchem a ABC. W rezultacie na zakończenie tej opowieści czekaliśmy 27 lat. 3 września HBO pokazało ostatni, 18. odcinek trzeciego sezonu słynnego serialu.

„Twin Peaks”, czyli o co tu właściwie chodzi

Nie powiem, że było warto, bo pewnie lepiej byłoby dokończyć to wszystko w swoim czasie. Serial jednak trochę za bardzo wyprzedzał epokę, która nadeszła tuż po nim.

Gdyby podjąć się lakonicznego streszczenia „Twin Peaks”, odnajdziemy w nim mnóstwo późniejszych seriali, którymi zachwycaliśmy się w ostatnich trzech dekadach.

Przede wszystkim „Z Archiwum X”, ale także „Hannibala”, „Detektywa”, „Dextera”, „Stranger Things” i „Zagubionych”.

Szokujące pomieszanie kilku porządków narracyjnych – chłodnego realizmu serialu detektywistycznego z żartami godnymi sitcomu (agent Cole ma problem ze słuchem, przez co odpowiada na inne pytanie niż to, które mu zadano), telenoweli z horrorem. Tego było potem wiele. „Twin Peaks” było pierwsze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej