„Kiedy grasz o tron, albo wygrywasz, albo umierasz” – mówi Cersei Lannister do Neda Starka w pierwszym sezonie serialu. Kilka odcinków później głowa Neda gnije na pice, widownia zbiera szczękę z podłogi – co jest grane, jak można zabić głównego bohatera, do tego Seana Beana, największą gwiazdę w (wtedy) dość anonimowej obsadzie? – i rodzi się nowy telewizyjny fenomen.

Fantasy pasjami oglądane także przez tych, którzy na hasło „smoki” zazwyczaj zmieniają kanał, bo to dziecinada.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej