Oscary 2017 udowodniły, że nawet Hollywood nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego. Tych, którzy śledzili oscarową gale na żywo, największe zaskoczenie czekało na sam koniec, kiedy ogłaszany jest zwycięzca w kategorii najlepszy film.

>>WSZYSTKO O TEGOROCZNYCH OSCARACH NA WYBORCZA.PL/OSCARY

Tegorocznym faworytem był musical „La La Land” Damiena Chazelle’a (nominowany w 14 kategoriach, ostatecznie nagrodzony w sześciu). Nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej zdobył jednak „Moonlight” w reżyserii Barry’ego Jenkinsa.

Największym zaskoczeniem był jednak nie sam werdykt, lecz sposób, w jaki został ogłoszony. Wręczający statuetkę Warren Beatty i Faye Dunaway najpierw długo przeciągali przeczytanie zwycięskiego tytułu, aż w końcu podali, że Oscara wędruje do twórców „La La Land”. Gdy wzruszony producent filmu zaczął przemówienie, ogłoszono, że zaszła pomyłka. – Warren, coś ty narobił! – zdążył tylko krzyknąć prowadzący galę komik Jimmy Kimmel.

– Zapatrzyłem się na Faye. A na kartce było napisane „Emma Stone za ‘La La Land’”. Nie wiedziałem, co powiedzieć – tłumaczył jeszcze na scenie Warren Beatty. Na gali widać było, że aktor drugi raz szukał w kopercie właściwej kartki.

Choć w poniedziałek rano czasu polskiego odpowiedzialna za głosowanie firma PricewaterhouseCoopers potwierdziła jego wersję i przeprosiła filmowców oraz prowadzących galę, mleko się rozlało. Warren Beatty przeszedł do historii jako współuczestnik jednego z największych oscarowych skandali.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.