Recenzja filmu "Ben-Hur": **

Film jest przejawem desperacji hollywoodzkich studiów, które z braku świeżych pomysłów odgrzewają w mikrofali stare kotlety. Danie z 1959 roku jest w tej chwili średnio jadalne, ale obecny „Ben-Hur” to już ekranowy fast-food, którego jedyną zaletą jest to, że trwa o półtorej godziny krócej.

Jest to historia dwóch przyrodnich braci: Judy, z bogatego żydowskiego rodu oraz Messali, przygarniętego przez jego ojca Rzymianina. Z wiekiem ich braterskie relacje się skomplikują: gdy Messala zostanie oficerem rzymskiej armii, oskarży Judę o udział w zamachu na Poncjusza Piłata.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.