Recenzja filmu "Mój przyjaciel smok": ****

Po wypadku samochodowym, w którym zginęli jego rodzice, błąkający się po lesie kilkuletni Pete trafia pod opiekuńcze skrzydła smoka nazwanego przez niego Eliotem. Razem mieszkają i bawią się (Pete lubi dosiadać Eliota i latać na nim po okolicy), ale po 6 latach tej sielanki chłopiec zostaje odnaleziony przez strażniczkę leśną.

Prosty, ale skuteczny pomysł filmu (disnejowskiej przeróbki własnej, częściowo animowanej produkcji z 1977 r.) polega na tym, że najlepszym przyjacielem małego chłopca zostaje stwór, który „normalnie” budzi strach - nieco podobnie jest w „E.T”, a także ostatnim filmie Spielberga „Bardzo Fajny Gigant”.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.