Recenzja filmu "Jason Bourne": ****

Powołany do życia przez Roberta Ludluma Bourne najpierw stał się ulubieńcem czytelników a potem widzów. Ogromna w tym zasługa Matta Damona, który uczłowieczył agenta służb specjalnych. Z zaprogramowanej przez agencję maszynki do celnych strzałów zrobił faceta z krwi i kości. Po „Ultimatum...” – drugiej wyreżyserowanej przez Greengrassa części, gwiazdor zapowiedział, że do roli powróci tylko pod warunkiem kontynuacji współpracy. Minęło dziewięć lat, jeden średnio entuzjastycznie przyjęty przez krytyków „Bourne” z Jeremym Rennerem, i super duet znowu spotkał się na planie.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.