Recenzja filmu "Bóg w Krakowie": **

Filmowa ewangelizacja wciąż nie jest naszą najmocniejszą stroną. Dariusz Regucki powiela grzechy własne („Karolina”) i innych polskich reżyserów (np. „Piąte: Nie odchodź” Katarzyny Jungowskiej,). Nie ma tu miejsca na subtelności ani stawianie pytań, dostajemy wszystko kawa na ławę w formie kazania.

Przewodnikiem widza staje się brat Albert, spotykamy współczesne wcielenia królowej Jadwigi i Szatana. Losy kolejnych bohaterów (a właściwie figur reprezentujących konkretne grzechy jak życie na kocia łapę) układają się w jasne przesłanie: człowiek zagubiony w tym okropnym, pełnym pokus świecie – jeśli tylko zwróci się o pomoc – zawsze może liczyć na Boga, który wskaże mu właściwą drogę.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.