Recenzja filmu "Pięćdziesiąt twarzy Blacka": *

Słowo „parodia” jest tu zresztą użyte trochę na wyrost. Wprawdzie idzie się śladem głównej linii fabularnej i pracowicie odtwarza wnętrza i kostiumy, ale czy to już wystarcza, aby zaliczyć film do tego gatunku? Dodam przy okazji, że oprócz „Greya” wbija się tu również szpile innym filmom, niekoniecznie na to zasługującym, m.in. „Whiplash” i „Magic Mike”.
Nieśmiała studentka Hannah (wybitnie nieutalentowana Hawk) przeprowadza wywiad z czarnoskórym multimilionerem, Blackiem (scenarzysta koszmarnego „Strasznego filmu”, jak również tego badziewia, Wayans), co staje się początkiem ich „gorącego” związku.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.