, ostatnia aktualizacja 2011-07-15 16:40:02
Panoszą się w kraju i w dobie kryzysu zabierają nam pracę - mówią Szwajcarzy, a ich rząd przymierza się do zamknięcia granic dla niemieckich emigrantów. Dyskryminacja Niemców to najnowsze oblicze szwajcarskiej ksenofobii.
Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>- Wy, Niemcy, jesteście jak zaraza. Szkoda, że nie macie już pieców gazowych, bo tam należałoby was wsadzić - takie maile otrzymywała od słuchaczy Kathrin Wilde, prowadząca poranny program radiowy w Radiu Energy w Zurychu.
Wilde pochodzi z Saarbrücken. Do Szwajcarii przyjechała tak jak wielu Niemców za lepszą pracą. Ale z planów wyszły nici bo Szwajcarom od razu podpadła swym niemieckim akcentem. Słuchacze zasypywali ją obraźliwymi mailami, listami, a w końcu zniszczyli jej auto. Wilde, która na ulicy nie rozstawała się z podręcznym alarmem, przeszła załamanie nerwowe i wróciła do Niemiec. Zapowiedziała, że jej noga w Szwajcarii już nie postanie. Jej przypadek opisała właśnie "Basler Zeitung".
Historia Kathrin Wilde nie jest wyjątkowa. Niemieccy studenci, którzy wybrali szwajcarskie uczelnie ze względu na ich wysoki poziom nauczania, skarżą się, że nie wpuszcza się ich do nocnych klubów. Z powodu niemieckiej narodowości, którą natychmiast ustala się po akcencie.
Właśnie dlatego szwajcarskie media przestały zatrudniać niemieckich dziennikarzy - rzekomo nie są w stanie zbudować więzi z odbiorcami.
Na dyskryminację skarżą się niemieccy pracownicy szwajcarskich banków i uniwersytetów. Zwykle objawia się ona demonstracyjnym używaniem szwajcarskiego dialektu. Co raz częściej można jednak usłyszeć hasła typu: "Niemcy, wynocha do Rzeszy".
- Zwracają na to uwagę nie tylko niemieccy dziennikarze, ale i sami Szwajcarzy. Rządowa komisja do walki z rasizmem przestrzega rodaków przed "rosnącym poziomem resentymentów". Szwajcarzy coraz częściej używają obelg odnoszących się do czasów Hitlera.
Dlaczego tak się dzieje? Wobec rzeki imigrantów z Niemiec Szwajcarzy czują się coraz mniej pewnie. Od 2004 r., kiedy to ich kraj podpisał z Unią Europejską umowę o swobodnym przepływie osób, Niemcom (i innym obywatelom starej Unii) wolno bez przeszkód osiedlać się w Szwajcarii i tam pracować. W ciągu kilku lat znad Renu przeniosło się tam prawie ćwierć miliona osób, a Niemcy stali się drugą mniejszością po Włochach.
Nowi emigranci raczej nie pracują na budowach czy w domach starców, lecz biorą lepsze posady - zostają menedżerami, szefami wielkich projektów badawczych, robią kariery jako lekarze i architekci. Uciekają, bo w Niemczech muszą się borykać się z bezrobociem, a pensje są niższe niż w Szwajcarii. Co więcej, Niemcy mają z reguły wyższe kwalifikacje niż Szwajcarzy, których wypierają z dobrze płatnych stanowisk. Tak było w przypadku Kathrin Wilde, która posadę w radiu wygrała w konkursie - żaden Szwajcar jej nie dorównał.
Strach w Szwajcarii, gdzie zawsze na obcych patrzono krzywo, rośnie razem ze stopą bezrobocia. Ta w porównaniu ze średnią UE (ok. 9 proc.) jest niska i wynosi tylko 3,5 proc., ale w ostatnich trzech latach to rekord. Na to nakłada się recesja wywołana przez kryzys światowy. Doszło do tego, że szwajcarski rząd zapowiada, że zamknie granice dla niemieckich emigrantów, by chronić miejsca pracy. Może to zrobić bo w umowie z UE jest klauzula, która pozwala Szwajcarom zamknąć rynek pracy, gdyby doszło do masowej imigracji albo pogorszyłaby się sytuacja gospodarcza kraju. Zdaniem Szwajcarów obydwa warunki zostały spełnione. Przy okazji szlaban zostanie zamknięty dla całej starej UE. Decyzja ma zapaść w tym tygodniu.
Na szwajcarskie lęki nakłada się jeszcze historia i odmienna kultura. Szwajcarzy pamiętają, że III Rzesza przymierzała się, by zająć ich kraj. Powszechnie też uważają Niemców za arogantów. Tę opinię ostatnio podsycił niemiecki minister finansów Peer Steinbrück, który piętnując Szwajcarię jako raj podatkowy, porównał ją do Burkiny Faso. I antyniemieckie nastroje w kraju Helwetów jeszcze wzrosły.
