60 lat i starczy?

...

Rozmawiała Joanna Derkaczew 2013-04-19, ostatnia aktualizacja 2013-04-22 12:24:38

Partyzanckie początki, złote lata, kilka przedśmiertnych drgawek, a potem koniec w atmosferze tajemnic i oskarżeń - czy tak za kilka lat będziemy pisać w podręcznikach o obchodzącym właśnie 60-lecie Teatrze Telewizji?

Trzy razy Fredro - poniedziałek TVP 1:

Świeczka zgasła, 20:25, reż. Jerzy Stuhr, wyk. Agnieszka Radzikowska, Maciej Stuhr

Zrzędność i przekora, 20:55, reż. Mikołaj Grabowski, wyk. Paulina Puślednik, Roman Gancarczyk, Krzysztof Wieszczek

Nikt mnie nie zna, 21:25, reż. Jan Englert, wyk. Piotr Adamczyk, Zbigniew Zamachowski, Wojciech Malajkat


Unikatowy model "teatru na małym ekranie", który w Polsce hołubimy, w innych krajach jest rzadki. Spektakle telewizyjne produkowano w Wielkiej Brytanii, USA, Związku Radzieckim, Czechosłowacji i na Węgrzech. Ale poza BBC żadna zagraniczna telewizja nie traktowała teatru jako wizytówki.

Od wielu sezonów słyszymy, że Teatr Telewizji trzeba ratować. Coś mu grozi, ktoś go nie docenia, ktoś go próbuje zniszczyć. Niepokojących informacji nie są w stanie zagłuszyć pojawiające się co jakiś czas radosne wieści o nowych projektach, np. o przyjętym entuzjastycznie cyklu "Teatr na żywo" (zapoczątkowanym w 2011 roku spektaklem "Boska!" z Krystyną Jandą).

W podlegającej obecnie Agencji Filmowej redakcji Teatru Telewizji panuje atmosfera niepewności. TVP kolejny rok zmaga się z fatalną sytuacją finansową. I choć jej władze zapewniają, że teatr będzie ostatnim gatunkiem misyjnym, z którego zrezygnują, w końcu mogą nie mieć wyjścia.

Wokół teatru nie ustają też zmiany personalne i organizacyjne. Zarząd połączył Agencję Filmową i Agencję Produkcji Telewizyjnej. Prezes TVP Juliusz Braun oddał odpowiedzialność za nowo tworzoną strukturę w ręce Mariana Zalewskiego, członka zarządu z rekomendacji PSL, byłego wiceministra rolnictwa...

Teatrowi bez wątpienia przydałoby się więcej środków, uwagi zarządu i miejsca w ramówce. Nie przetrwa jednak, jeśli nie wychowa sobie nowego pokolenia reżyserów. - Początkujący koledzy reżyserzy raczej nie mają szans w obliczu nielicznych spektakli, które TVP realizuje w ciągu roku - mówi reżyser Juliusz Machulski, który dla Teatru Telewizji zrealizował niejedną inscenizację, ostatnio "Next-Ex" z 2012 r. - Redakcja TVP woli reżyserów znanych, a przynajmniej o sprawdzonych nazwiskach.

Wiadomo, jak będą wyglądać obchody rocznicowe 60-lecia Teatru TV. Jedynka pokaże trzy premiery teatralne "na żywo" jednoaktówek Aleksandra Fredry: "Świeczka zgasła" w reżyserii Jerzego Stuhra, "Zrzędność i przekorę" w interpretacji Mikołaja Grabowskiego oraz "Nikt mnie nie zna" w reżyserii Jana Englerta.

Ale jaka będzie przyszłość tej największej polskiej sceny?

Rozmowa z Renatą Czarnkowską-Listoś, dyrektorką Agencji Filmowej TVP

Chciałam porozmawiać o przyszłości Teatru Telewizji, ale od dawna nie widzę, żeby wyłaniało się nowe pokolenie artystów, którzy mieliby ją tworzyć. Teatr odejdzie z mistrzami gatunku?

- Młodzi twórcy chcą pracować dla Teatru Telewizji, nie tylko reżyserzy, ale też dramaturdzy i scenarzyści. Niestety, liczba premier jest ograniczona i wiele świetnych pomysłów musi czekać. Kiedy rok temu powierzono mi kierowanie Agencją Filmową, której istotną częścią jest Teatr Telewizji, wspieranie debiutów stało się jednym z najważniejszych zadań, które sobie i zespołowi postawiłam. W tym roku, mam nadzieję, powstaną dwa debiutanckie spektakle.

Czy to znaczy, że teatr będzie się w najbliższym czasie zmieniał?

- Jego losy są nierozerwalnie związane z losami telewizji publicznej. Jasne i przejrzyste określenie jej zadań, jak najszybsze wypracowanie najlepszego sposobu finansowania pozwoli na formułowanie dalekosiężnych planów.

Plany najbliższe to otwarcie na polską dramaturgię współczesną przy zachowaniu proporcji obecności klasyki. A także wychowanie nowego widza poprzez Internetowy Teatr Telewizji dla Szkół - to akurat znakomity pomysł Wiesława Łodzikowskiego, dyrektora Ośrodka TVP Technologie.

W dalszej perspektywie ożywcze może być nawiązanie współpracy z najważniejszymi europejskimi nadawcami publicznymi i stworzenie wspólnego projektu teatralnego - najlepsza literatura narodowa w najlepszej reżyserii i gwiazdorskiej interpretacji. Tak powstałe spektakle będą mogły być pokazywane w krajach potencjalnych koproducentów. Międzynarodowe koprodukcje to przyszłość telewizji, pokazuje to wyraźnie sytuacja na rynku seriali.

Szukają państwo zewnętrznych sponsorów?

- Gdyby nie pomoc ministra kultury i współpraca z Narodowym Instytutem Audiowizualnym, prawdopodobnie nie moglibyśmy niczego zaplanować. Biuro Reklamy TVP pozyskuje sponsorów, których nazwałabym raczej mecenasami sztuki, jak bank Millennium czy Toyota. Bez dodatkowych źródeł finansowania nie moglibyśmy zrealizować pomysłu uczczenia 60-lecia Teatru Telewizji prawdziwym powrotem do korzeni - transmisją z trzech ośrodków specjalnie przygotowanych na tę okazję przez wybitnych reżyserów i aktorów jednoaktówek Fredry.

Do jakiej sytuacji chciałaby pani doprowadzić Teatr Telewizji?

- Ja jestem wyznawczynią Teatru Telewizji. Wychowałam się na nim i od niego ponad 20 lat temu zaczynałam drogę zawodową. Wtedy redakcja przygotowywała ok. 120 premier rocznie. Teraz marzę, żeby po poniedziałkowej premierze spokojnie przespać noc, bez lęku o publikowane we wtorkowy ranek wyniki oglądalności. Wiem, że nawet jeśli premiera osiągnie sukces, to dyrektor Programu 1 Piotr Radziszewski będzie musiał się zmierzyć z wynikami konkurencji emitującej w tym czasie komercyjny serial. Ale wiem, że nie będzie to możliwe, dopóki nie powstanie nowa ustawa medialna, która wyłączy twórczość misyjną z wyścigu o oglądalność.