Do Polski wracają drapieżne koty

...

Tomasz Ulanowski 2012-11-14, ostatnia aktualizacja 2012-11-14 17:15:09

Wiosną maleńka populacja naszych rysi wzbogaciła się o troje imigrantów z Estonii. Jak im się powodzi po dziewięciu miesiącach na polskiej ziemi?

Drapieżne koty, które żyły wcześniej w dzikiej estońskiej puszczy, przesiedliła organizacja ekologiczna WWF Polska. Wypuszczono je w poprzecinanych jeziorami Lasach Napiwodzko-Ramuckich (na południe od Olsztyna i na zachód od Puszczy Piskiej), w których jeszcze ćwierć wieku temu rysi było pod dostatkiem.

Polskie przedmurze

Dziś ryś jest kotem, którego w Polsce spotkać niezwykle trudno. Kryje się w leśnych ostępach, legowisko wije w młodniku lub na mokradłach. Żyje samotnie, poluje w nocy i nad ranem, bezszelestnie podkradając się do swoich ofiar (uwielbia sarny, ale poluje też na większe jelenie). Rzuca się na nie, kiedy już jest pewny swego. Na zwierzęta gospodarskie nie czyha, a ludzi w ogóle unika. Wie, że w starciu z nami pardonu nie dostanie.

To przykra lekcja, którą ryś musiał sobie przyswoić, żeby przetrwać. Do 1995 r., kiedy Polska objęła ścisłą ochroną tego największego przedstawiciela europejskich kotowatych, bezkarnie do niego strzelano. Oczywiście nie można wykluczyć, że na rysia ciągle zasadzają się kłusownicy - w końcu jest on dla nich konkurentem w dostępie do sarniny.

Ten piękny kot ginie także w zderzeniach z samochodami. Drogi to dla niego dziś potężna przeszkoda w rozprzestrzenianiu się. Drapieżnikowi przeszkadza pokawałkowana struktura naszych lasów i ich gospodarski charakter. Lasy nie są ze sobą połączone, a leśnicy utrzymują w nich jednorodny drzewostan i usuwają zwalone drzewa i gałęzie, które służą rysiowi za naturalną kryjówkę i osłaniają go, kiedy poluje.

Kiedyś ryś euroazjatycki (lynx lynx) żył w całej Europie. Dziś Polska jest dla niego przedmurzem, które chroni go przed zurbanizowaną cywilizacją Zachodu - gęstą siecią dróg i rzadkimi pokawałkowanymi lasami, które w niczym nie przypominają pradawnej puszczy. W tych trudnych czasach ów drapieżny ssak radzi nieźle jedynie w Europie Środkowej i na Półwyspie Skandynawskim (w sumie populację rysia na naszym kontynencie szacuje się na 8 tys. osobników); Azję zaś zamieszkuje aż po wybrzeże Pacyfiku.

Ale choć na naszym kraju kończy się zwarte terytorium rysia euroazjatyckiego, to mamy go u nas jak na lekarstwo. W latach 80. i 90. zniknął np. z Warmii i Mazur. W sumie w Polsce mieszka dziś tylko blisko 200 rysi: w Karpatach ok. 140 (podgatunek karpacki), a na północnym-wschodzie ok. 60 (podgatunek nizinny).

Ci dzicy Estończycy

To dlatego ekolodzy z WWF postanowili sprowadzić do nas zwierzaki z Estonii, które są dość podobne do naszych nizinnych. Ten niewielki bałtycki kraj jest słabo zaludniony, ale za to mocno zalesiony. Naukowcy szacują, że zamieszkuje go od 600 do 900 rysi. Estończycy uważają, że to za dużo i dlatego co roku zabijają nawet do 180 sztuk. A po co je zabijać, skoro można wyeksportować do Polski?

Oczywiście lepiej by było, gdyby zagrożony gatunek sam sobie radził i rozprzestrzeniał się na opuszczone tereny. Niestety, przeszkodą jest tu właśnie coraz gęstsza sieć dróg i brak ciągłości lasów. To bariera nie tylko dla rysi, ale także dla innych naszych dużych drapieżnych ssaków - wilków, których mamy dziś blisko 700, i niedźwiedzi (żyje ich u nas ledwie 100 i do tego wszystkie w górach).

Ekologom udało się przekonać do swojego pomysłu zarówno leśników, jak i lokalnych mieszkańców. Wiosną wypuścili na Mazurach trójkę dzikich "Estończyków" - dwa samce i samicę. Wszystkim założono wcześniej obroże z nadajnikami GPS.

To dzięki temu wiemy dziś, jak sobie nasi nowy współobywatele radzą. Samica, której nadano imię Wielka Sobota, okazała się prawdziwą bohaterką. Udało jej się przepłynąć długie na 7,7 km i szerokie na 1,6 km jezioro Mokre niedaleko Mrągowa. Z kolei samiec Widar ruszył na zachód. Na drugą stronę drogi ekspresowej nr 7 przeszedł świeżo wybudowanym przejściem dla zwierząt.

- Niestety, samiec Abaris nie przeżył - mówi Stefan Jakimiuk z WWF Polska. - Umarł z powodu choroby pasożytniczej.

Dlatego ekolodzy podkreślają, jak ważne jest odbudowanie populacji mazurskich rysi do poziomu 20-40 sztuk. Tylko wtedy będzie ona na tyle stabilna, że pod ścisłą ochroną powinna sobie poradzić. Być może rysie ruszą wtedy nielicznymi zielonymi korytarzami na podbój gęstych lasów porastających zachodnią Polskę. Niedawno pojawiły się w nich pierwsze od dawna wilki.

Po co rysiom pomagać?

Te drapieżniki świetnie wpływają na populacje roślinożerców. Myśliwy odstrzeliwuje najdorodniejsze sztuki jelenia czy sarny. Rysie wyłapują te najsłabsze - chore lub z innego powodu kiepsko sobie radzące w brutalnej rzeczywistości. Dlatego to m.in. od rysi zależy, czy żyjące w naszych lasach zwierzęta będą silne i zdrowe. I to, czy roślinożerców nie będzie za dużo i za bardzo nie dadzą się we znaki młodym drzewkom. A także i to, czy za dużo nie będzie mniejszych drapieżników jak lis czy jenot, które, jak wynika z badań fińskich i polskich, rysie skutecznie odstraszają. I to dlatego w przyszłości WWF Polska planuje import dwóch kolejnych rysi z Estonii.

* Jeśli chcesz wspomóc ekologów, wejdź na stronę rys.wwf.pl