Temat dnia "Gazety Wyborczej": "IPN występuje bardziej w roli organu represji niż organu pamięci" - o policji historycznej z prof. Darią Nałęcz rozmawia Agnieszka Kublik

Daria Nałęcz, Agnieszka Kublik; Zdjęcia i montaż: Studio TV, Karol Komorowski
01.03.2016 21:07

- Boję się, jak patrzę na taki sposób załatwiania spraw, bo dzięki takiej pochopności i drastyczności duża część akt, które gdzieś tam są ukryte, zostanie zniszczona. I to by było najtragiczniejsze zakończenie - mówi w rozmowie z Agnieszką Kublik prof. Daria Nałęcz, była dyrektor Archiwów Państwowych, komentując ostatnie działania Instytutu Pamięci Narodowej.

Po ujawnieniu dokumentów z domu gen. Kiszczaka IPN przeszukało wczoraj również dom gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Rzeczniczka Instytutu poinformowała, że w wyniku działań procesowych zabezpieczono 17 pakietów dokumentów. W Temacie dnia 'Gazety Wyborczej' Agnieszka Kublik pyta prof. Darię Nałęcz, czy IPN miał do tego prawo. - Generalnie, jeśli mówimy o aktach urzędowych, to w oczywisty sposób one powinny trafić do IPN, który jest spadkobiercą czy następcą prawnym zbioru MSW. I jeżeli ktoś trzymał je w domu nieprawnie, bo ustawa nakazywała zwrot dokumentów wziętych nieprawnie, to wtedy te dokumenty powinny trafić z powrotem do IPN. Ale pytanie: czy cała treść korespondencji, wszystko, co było w domu Kiszczaka, może być przejęte przez IPN? Wydaje się, że nie - mówi prof. Daria Nałęcz. Zaznacza również, że Instytut Pamięci Narodowej nie jest archiwum państwowym i nie powiela jego treści, i jeżeli znajduje dokumenty takie jak autobiografia, to one nie powinny się w nim znaleźć. - Być może dla badań, to że osoby znane z działalności publicznej występowały z jakąś uwagą, pytaniem, petycją do gen. Kiszczaka, może być ciekawe, ale te osoby powinny podlegać ustawie o ochronie danych osobowych - dodaje. Zdaniem prof. Nałęcz IPN nie miał prawa ujawniać, że posiada takie dokumenty i podawać do wiadomości publicznej zawartych w nich treści. W ten sposób potraktował bowiem osoby, które pisały listy do gen. Kiszczaka, jak funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Mówiąc o teczkach TW 'Bolka' była dyrektor Archiwów Państwowych zaznacza, że prezes IPN powinien był poddać znalezione dokumenty wszelkim możliwym ekspertyzom, zanim je udostępnił. - Może i obowiązku nie ma, ale proszę się zastanowić, co będzie w sytuacji, kiedy się okaże, że te dokumenty są spreparowane. Gdzie jest prezes IPN, gdzie jest autorytet instytucji? Tak się nie postępuje. Zwykła ludzka uczciwość nie pozwala na takie rzeczy - zwraca uwagę prof. Nałęcz. Podkreśla też, że historyk powinien mieć świadomość konsekwencji tego, co robi.

W ramach Tematu dnia 'Gazety Wyborczej' redaktorzy 'Gazety Wyborczej' wspólnie z gośćmi omawiają aktualne wydarzenia w Polsce. Wyborcza.pl zaprasza internautów do oglądania kolejnych odcinków programu.

Obejrzyj pozostałe odcinki Tematu dnia 'Gazety Wyborczej'

Więcej tematów
Wiadomości z kraju
Wiadomości ze świata
Tylko Zdrowie
Sport
Kultura
Gospodarka