"Nigdy nie zostawiamy rodzin samych. Mamy kilka maczet i broń pneumatyczną". Polak z karaibskiej wyspy po przejściu "Irmy"

Jacek Grabień, Dorota Wysocka-Schnepf; Zdjęcia: Jacek Grabień, Anna Czuba; Montaż: Katarzyna Dworak
11.09.2017 16:26

- W porównaniu do innych mamy świetne warunki. To dlatego, że nasz dom się uchował i zrobiliśmy dobre zapasy przed huraganem - mówi Dorocie Wysockiej-Schnepf ze zniszczonej w 95% Tortoli Jacek Grabień.
Kilka dni temu przez wyspę Tortola, na której mieszka Jacek Grabień przeszedł huragan 'Irma'. Od tego momentu Polak z rodziną oczekują na pomoc. Nie opuścił Brytyjskich Wysp Dziewiczych przed nadejściem katastrofy - on i jego znajomi szykowali na uderzenie gromadząc zapasy wody, żywności i paliwa. Nie spodziewali się jednak skali zniszczeń. Dom Jacka Grabienia przetrwał uderzenie 'Irmy' i jest obecnie schronieniem dla kilku rodzin. Ewakuacją rodzin obcokrajowców z wysp zajmują się głównie prywatne firmy. Tuż po przejściu huraganu Jacek Grabbień nawiązał kontakt z polskimi służbami konsularnymi - obiecano im pomoc. Po kilku dniach Polska wciąż jej nie ma.
Pozbawieni pożywienia ludzie grabią zniszczone sklepy. Około 2 kilometrów od domu Polaka znajduje się więzienie, które zostało zniszczone przez żywioł i około 150 więźniów uciekło na wolność. Pozbawieni pożywienia ludzie grabią zniszczone sklepy. Pojawiły się pogłoski, że tworzą uzbrojone bandy. Policja i wojsko skoncentorwały się obecnie na kluczowych punktach na Tortoli.

Więcej na ten temat: huragan, huragan irma, katastrofa
Więcej tematów
Wiadomości z kraju
Wiadomości ze świata
Tylko Zdrowie
Poradniki
Nauka
Gospodarka