Jego koledzy naukowcy twierdzą, że w 2007 r. powinien dostać Nobla z fizyki razem z Niemcem Peterem Grunbergiem i Francuzem Albertem Fertem. Dostali go za odkrycie zjawiska gigantycznego magnetooporu, które otworzyło drogę do budowy twardych dysków tysiąc razy bardziej pojemnych niż wcześniejsze. - Ja jedynie pomagałem im w wytłumaczeniu, opisie odkrytych zjawisk - tłumaczy skromnie prof. Barnaś.
Pracuje na Wydziale Fizyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i w Instytucie Fizyki Molekularnej PAN. Jego międzynarodowa kariera zaczęła się pod koniec lat 80., kiedy postanowił się zająć mało zbadanymi dotąd sztucznie wytwarzanymi magnetycznymi układami warstwowymi. Był jednym z pionierów badań nad nimi, dzięki czemu dostał roczny kontrakt w zespole prof. Grunberga w Centrum Badań Jądrowych w Julich pod Kolonią. To tam, wspólnie z Amerykaninem prof. Robertem Camleyem, opisał zjawisko, za które Grunberg z Fertem dostali Nobla. Był także na stypendiach we Francji i w Belgii. Podkreśla, że pobyty w zagranicznych ośrodkach są dla niego inspirujące. - Tam jest odpowiednie tempo pracy, stale coś się dzieje, jest ciągła wymiana ludzi. W Polsce nauka działa na wolniejszych obrotach.
A sam pracuje na wysokich obrotach. - Wstaję między 7 a 8 rano, około 10 jestem w pracy. Pracuję zwykle do 6 po południu, wracam do domu, siadam do komputera i dalej pracuję, tak do północy.
Ma żonę i dwoje dzieci. Dawniej lubił fotografować i grać na skrzypcach, teraz nie ma na to czasu. Pozostało mu jedno hobby: praca na działce pod Poznaniem.
Źródło: Gazeta Wyborcza