Tomasz Kwaśniewski: Czy to, czym się pani zajmuje, ma coś wspólnego z człowiekiem?
Prof. Ewa J. Godzińska*: Na pierwszy rzut oka nie bardzo, bo może się wydawać, że niewiele jest wspólnego między kręgowcami i bezkręgowcami. My mamy przecież dwoje oczu zwykłych, a mrówki - złożonych. I jeszcze trzy dodatkowe przyoczka...
...czyli te czułki, tak?
- Czułki służą m.in. do wąchania. Nawet to, co nazywamy mózgiem, ma bardzo różną strukturę u człowieka i u mrówki. No, ale jeśli przyjrzymy się procesom neurochemicznym, to tu jest o wiele lepiej. Prof. Wojciech Kostowski już w latach 60. i 70. wykazał, że serotonina i dopamina, dwa neuroprzekaźniki znane z uczestnictwa w kontroli zachowań agresywnych kręgowców, odgrywają ważną rolę w sterowaniu zachowaniami agresywnymi także u mrówek.
Niedawne badania mojego zespołu, prowadzone zresztą wspólnie z prof. Kostowskim, nie dość, że w dużym stopniu potwierdziły i poszerzyły jego wcześniejsze wnioski, to jeszcze ujawniły spektakularne przykłady tego, jak olbrzymią rolę w kształtowaniu zachowań agresywnych mrówek odgrywa kontekst.
To znaczy?
- Konfrontowaliśmy ze sobą dwie mrówki ćmawe, ale z różnych kolonii. Ten gatunek znany jest m.in. z tego, że na wiosnę, gdy nie ma jeszcze w lesie prawie nic do jedzenia, sąsiadujące ze sobą kolonie prowadzą wojny...
...wojny?
- Robotnice z jednej kolonii traktują te z drugiej jak pożywienie. No, ale nam wyszło zupełnie coś innego. Gdy łączyliśmy ze sobą mrówki z dwóch różnych kolonii tego samego gatunku, to nic się nie działo. No, najwyżej sobie groziły - demonstrowały rozwarte żuwaczki.
A więc konsternacja, bo w literaturze przedmiotu też znaleźliśmy sprzeczne dane na ten temat. Otóż czasami mrówki z tej grupy atakowały gwałtownie osobniki z obcych kolonii, a czasami, podobnie jak u nas, obserwowano co najwyżej grożenie. Okazało się też, że wiele zależy od stopnia pokrewieństwa między koloniami oraz od położenia geograficznego gniazd badanych mrówek.
No i co teraz z tym wszystkim zrobić? I wtedy nagle uświadomiłam sobie, że czemu tu się dziwić. Przecież u ludzi jest podobnie!
Jak to?
- Załóżmy, że w jakimś neutralnym miejscu, np. w windzie, spotyka się dwóch przedstawicieli obcych narodowości. Powiedzmy, Polak i Aztek, żeby nikogo nie obrazić. No i ten Polak i Aztek stoją sobie, nic się nie dzieje, nie są głodni, niczego nie potrzebują, więc sobie pogadają i rozejdą się w spokoju. Natomiast jeżeli jest trzecia w nocy, Polak śpi w sypialni, a tego Azteka mu wrzucą przez okno, to może już być inaczej. A jeśli Polska i imperium Azteków znajdują się w stanie wojny, to jeden strzeli do drugiego na sam widok nieprzyjacielskiego munduru.
Często zdarza się pani szukać analogii między mrówkami i ludźmi?
- Tak, ale jestem w tym ostrożna. Choć jednocześnie uważam, że owady społeczne właśnie ze względu na wysoce zorganizowane formy życia społecznego pod wieloma względami mogą być lepszym modelem zachowań ludzkich niż takie myszy, które co prawda są nam bliższe pod względem filogenetycznym, ale są zwierzętami samotnymi.
A dlaczego jest pani ostrożna w tych analogiach?
- Bo podobieństwa mogą być powierzchowne. My mamy głowę i mrówka ma głowę, ale jeśli się przyjrzymy, jak te głowy powstają, to zobaczymy, że odbywa się to zupełnie inaczej. Mrówki należą do grupy zwierząt pierwoustych, u których podczas rozwoju zarodkowego bardzo wcześnie powstaje tak zwana pragęba, która następnie przekształca się w otwór gębowy. Natomiast my należymy do wtóroustych i nasza pragęba przekształca się w odbyt, a otwór gębowy przebija się na przeciwnym końcu ciała.
Fascynujące.
- Wydawałoby się więc, że skoro głowy kręgowca i bezkręgowca rozwijają się w aż tak bardzo odmienny sposób, to mamy tu do czynienia jedynie z analogią. Jednak jeśli przyjrzymy się tej kwestii od strony genetycznej, to zobaczymy, że co prawda rozwój zarodkowy przebiega odmiennie, ale powstawaniem głowy u myszy i u muszki owocowej kierują podobne geny.
Źródło: Gazeta Wyborcza