Pięć polskich parków narodowych: Biebrzański, Drawieński, Narwiański, Słowiński i Ujście Warty prowadzą projekt, którego celem jest m.in. ochrona ptaków przed norką amerykańską i szopem praczem.
Parki te są niezwykle ważnymi w skali Europy ostojami ptaków wodnych i błotnych. Niestety, od lat liczebność ptaków, które żyją na terenach podmokłych, spada. Główne przyczyny? - Zanik siedlisk oraz wpływ obcych gatunków zwierząt, szczególnie norki amerykańskiej - mówi dr Andrzej Zalewski, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży, szef projektu. - Nasze działania skupią się więc na odnawianiu siedlisk, będziemy wykupywać z rąk prywatnych grunty, które leżą w granicach parków, wykaszać je i odkrzaczać, żeby ptaki mogły je ponownie zasiedlać. Chcemy też zwiększyć sukces lęgowy ptaków, gniazda i kolonie będą chronione przed drapieżnikami. Trzeci element projektu to ograniczanie liczby gatunków inwazyjnych na terenie parków - wymienia Zalewski.
Mały, sprytny drapieżnik
Park Narodowy "Ujście Warty" od lat boryka się z norką amerykańską. - To mały drapieżnik, ale bardzo silny i sprytny. Jedna norka w ciągu kilku dni jest w stanie zniszczyć całą kolonię mewy śmieszki czy rybitwy, kilkadziesiąt gniazd! Wykrada jaja, zjada pisklęta. Co więcej, zdarzało się nawet, że zabijała o wiele większą od siebie dorosłą gęś gęgawę - opowiada Ewa Jędrzejewska, specjalista ds. ochrony przyrody w PN Ujście Warty. - Bez problemu dostaje się na wyspy, na których gniazdują ptaki, bo jest doskonałym pływakiem. Gatunki żyjące w dziuplach też nie są bezpieczne, gdyż norka świetnie wspina się po drzewach - dodaje.
Przyrodnicy z Parku już w latach 90. ubiegłego wieku rozpoczęli obserwację norki amerykańskiej (jak żyje, czym się żywi, jak się rozprzestrzenia), a od początku tego wieku odławiają zwierzęta - norki kuszone przynętą, np. świeżą rybą, łapane są do specjalnych klatek, potem usypiane przez weterynarza. Tak likwiduje się ok. 30 norek rocznie. - Gdybyśmy tego nie robili, to ich liczba w Parku rosłaby w zastraszającym tempie - zauważa Ewa Jędrzejewska.
Dziś na terenie Parku "Ujście Warty", który liczy ponad 8 tys. hektarów, żyje ok. 40-50 norek amerykańskich.
Jeszcze więcej jest ich w Słowińskim Parku Narodowym, jednym z dwóch w kraju parków nadmorskich. - Z naszych badań wynika, że mamy największe zagęszczenie norki amerykańskiej spośród parków, które biorą udział w projekcie: 4,5 osobnika na kilometr kwadratowy na polderach wokół jeziora Gardno. Liczyliśmy norki przez trzy lata, łapaliśmy w pułapki żywołowne i wypuszczaliśmy na wolność, aby zbadać liczebność populacji. Po tym etapie badań wiemy, że aby zachować ptaki, musimy, niestety, eliminować norki - zaznacza Katarzyna Woźniak, dyrektor parku.
Andrzej Zalewski: - Nie mamy innego wyjścia. Norka amerykańska i szop pracz, drugi inwazyjny gatunek, który staje się coraz większym problemem w Polsce, pojawiły się u nas z winy człowieka. I to teraz człowiek musi ograniczyć ich negatywny wpływ na inne gatunki.
Gniazda pod napięciem
Miejsca gniazdowania ptaków, głównie kolonie na wyspach, będą chronione ogrodzeniem pod napięciem elektrycznym, by odizolować je od drapieżników. - Oczywiście sprawdzimy, czy są skuteczne. Umieścimy foto-pułapki, które sfotografują wszystko, co będzie się ruszać wzdłuż ogrodzenia - mówi Ewa Jędrzejewska.
Jednak jednym z najważniejszych zadań projektu będzie określenie, jaki wpływ na liczbę żyjących na wolności norek mają fermy tych zwierząt. Wiadomo przecież, że część z nich to uciekinierzy z hodowli zamkniętych. - Dziko żyjące norki amerykańskie w Polsce występują już prawie 30 lat i ich pula genowa znacznie się różni od puli genowej norek żyjących na fermach - wyjaśnia Andrzej Zalewski. - Badania pilotażowe, które przeprowadziliśmy, wykazują, że w niektórych rejonach 40 proc. norek odłowionych na wolności to uciekinierzy z ferm albo ich potomkowie - zaznacza.
Naukowcy chcą też sprawdzić, jaki wpływ mają fermy na ponowną kolonizację terenu przez zwierzęta. - Będziemy odławiać norki z parku i je usypiać. Następnie postawimy tratwy z glinką, na której przechodzące zwierzę pozostawia trop. Dzięki temu dowiemy się, jak szybko kolejne norki zasiedliły park i czy mają na to wpływ fermy. Porównamy dane z zachodniej części Polski, gdzie ferm jest dużo, z danymi ze wschodniej części kraju - wyjaśnia Ewa Jędrzejewska.
Dla przyrodników z Ujścia Warty ta część projektu jest bardzo ważna, bo to właśnie w pobliżu tego parku znajdują się największe hodowle norki w Polsce, liczące nawet po 100 tys. zwierząt. Jedna z nich mieści się pięć kilometrów od granicy parku. - Spodziewam się, że jedną z konkluzji tych badań będzie konieczność ograniczenia liczby tego typu ferm albo zakaz ich stawiania w pobliżu parków narodowych - mówi Andrzej Zalewski.
Ewa Jędrzejewska: - Kilka lat temu Anglia zakazała hodowli norek. Nie ma ferm i nie ma już problemu z tymi drapieżnikami.
Nadciąga szop pracz
Projekt "Ochrona ptaków wodnych i błotnych w pięciu parkach narodowych - odtwarzanie siedlisk i ograniczenie wpływu inwazyjnych gatunków", który jest współfinansowany przez Unię Europejską, ma trwać do 2014 r. - Chcemy wypracować wspólnie z parkami strategię ochrony ptaków wodno-błotnych i ich siedlisk. Będzie ona mogła być także wykorzystana na innych terenach chronionych - zaznacza Andrzej Zalewski.
Ma też pomóc walczyć z innymi niż norka obcymi gatunkami zwierząt. Park Narodowy "Ujście Warty" już dziś zaczyna badania ekologiczne dotyczące życia i rozprzestrzeniania się szopa pracza, który dociera do nas z Niemiec. - Szopy były celowo wypuszczane, żeby urozmaicić liczbę gatunków łownych na terenie Niemiec. Stworzyły dziką populację i nieźle sobie radzą. My graniczymy z Brandenburgią, landem, w którym te drapieżniki występują wyjątkowo licznie, dlatego przechodzą przez granicę i coraz częściej pojawiają się w naszym parku - mówi Ewa Jędrzejewska. - Szopy niszczą nam na przykład gniazda czapli na drzewach, bo doskonale się wspinają.
Tylko w 2010 r. w Niemczech odstrzelono prawie 50 tys. szopów, a w samej Brandenburgii ponad 10 tys.
Ich liczba rośnie z roku na rok.
Źródło: Gazeta Wyborcza