Jak „to" robią świerszcze? Śpiewająco! - głosi stary żarcik. Tak naprawdę o regułach rządzących życiem świerszczy (i innych owadów) wiemy jednak zaskakująco mało. Jakie cechy preferowane są przy doborze partnerów? Czy samice mają większe szanse na przekazanie swoich genów niż samce? Czy największy i najsilniejszy samiec to zawsze najlepszy kandydat na ojca? Odpowiedzi na te pytania poszukali naukowcy z kilku angielskich uniwersytetów, którzy opublikowali właśnie w „Science” wyniki niezwykle wnikliwych obserwacji polnego życia świerszczy z gatunku Gryllus campestris (obecnego także w Polsce). Najnowsze techniki zapisu obrazu i dźwięku pozwoliły zarejestrować dowolnego świerszcza (owady miały przylepiony do pancerzyka odpowiedni numerek). Owadzi mikrokosmos podglądany był 24 godziny na dobę przez 96 kamer rejestrujących obraz także w podczerwieni. Analiza nagrań wraz z wynikami genetycznych testów na ojcostwo przeprowadzonych na pokoleniu poczętym podczas pierwszego sezonu owadziego „Big Brothera" umożliwiła dokładne określenie, które świerszcze przyjęły najbardziej efektywną strategię reprodukcji. Większość badań dotyczących zachowań seksualnych świerszczy pochodziła dotąd z eksperymentów przeprowadzonych w sztucznie stworzonych ekosystemach. Do interpretacji uzyskanych w ten sposób danych trzeba było podchodzić z ostrożnością - dla przykładu, długo śpiewające samce w warunkach laboratoryjnych mogą okazać się wyjątkowo dobrymi reproduktorami. Na polu może się jednak okazać, że są łatwiej lokalizowane i zjadane przez naturalnych wrogów. Opisywane dziś badania dzikiej populacji świerszczy pozwoliły obejść tego rodzaju ograniczenia. Choć trudno w to uwierzyć, był to pierwszy zakrojony na taką skalę eksperyment kompleksowo analizujący zachowania owadów żyjących w naturalnych warunkach.
Życie seksualne dzikich (świerszczy)
Już pierwsze nagrania obnażyły niepohamowane apetyty seksualne świerszczy (naukowcy są przekonani, że miejsce prowadzenia eksperymentu - romantyczna łąka w północnej Hiszpanii - nie miało wpływu na zachowania poszczególnych osobników). Samce, próbując zwabić samice, nie poprzestawały na wygrywaniu miłosnych melodii, ale udawały się na prawdziwe seksualne safari. Para świerszczy odmiennej płci, zanim skończyła odkrywać wszystkie tajemnice swoich chitynowych korpusów, mogła spółkować nawet do 40 razy. Mało tego, w przerwach miłosnych uniesień partnerzy odchodzili na chwilę, by - tym razem już na szybko - poznać uroki klasycznego "skoku w bok". Wszystkie te zachowania (i wiele innych) zostały uwiecznione na blisko 250 tys. godzin nagrań.
Jednym z pierwszych wniosków było potwierdzenie hipotezy, według której w przypadku samców stopień sukcesu reprodukcyjnego jest znacznie bardziej zróżnicowany, niż jest to u ich partnerek. Intuicyjnie rzecz biorąc, wydaje się to naturalne: przecież przynajmniej część samców będzie zdolna do spłodzenia liczniejszego potomstwa, niż jest w stanie odchować pojedyncza samica. Intuicja bywa jednak zawodna, a "twardych" danych obserwacyjnych dotąd u bezkręgowców nie przedstawiono! I rzeczywiście, choć u panów świerszczy stopień rozrzutu sukcesu reprodukcyjnego był zdecydowanie wyższy niż u pań, okazało się, że wcale nie wynikał z większej liczby potencjalnych partnerek. Krótko mówiąc, obie płcie okazały się równie rozwiązłe; samice i samce uprawiały seks z wieloma różnymi partnerami. Co więcej, większa liczba partnerów przekładała się generalnie na większą liczbę potomstwa. Jednak u samców skala "od zera do bohatera" (czyli sukcesu rodzicielskiego mierzonego liczbą dzieci) była znacznie bardziej rozciągnięta, niż w przypadku żeńskiej części świerszczowej społeczności. Dlaczego? Możliwe są przynajmniej dwa wytłumaczenia. Według pierwszego z nich część samców może po prostu produkować plemniki wygrywające z konkurencją. Możliwe też, że wszystkie plemniki są równe, jeśli chodzi o wygranie wyścigu do jaja, ale różnią się za to jakością niesionego przez nie materiału genetycznego i tym samym - potomstwa. To ostatnie wytłumaczenie znowu wydaje się stare jak świat, bo znaczy mniej więcej tyle, że samice wolą spółkować z samcami o dobrych genach, co manifestowane jest przez ich zewnętrzne cechy (dajmy na to - dumnie sterczące czułki, choć badacze dokładnie tego nie ustalili). Oczywiste? Może, ale znowu - danych eksperymentalnych potwierdzających tę teorię było dotąd żałośnie mało.
Jestem mały, ale ładnie śpiewam
Pomyli się jednak ten, kto założy, że największy sukces reprodukcyjny odnosiły najbardziej dominujące samce. Liczba wygranych walk o pożywienie czy sporów terytorialnych okazała się nie mieć przełożenia na liczbę i jakość potomstwa. Wysoki poziom agresji to, jak widać, jeszcze nie dobre geny. Generalnie rzecz biorąc, wiele z ogólnie znanych prawd okazała się być znacznie bardziej skomplikowana, niż przypuszczano do tej pory. Dla przykładu, samce zdolne do długiego śpiewu (a więc - prawdopodobnie - bardziej wytrzymałe) miały więcej partnerek. Jednak dotyczyło to tylko najmniejszych spośród nich, bowiem duże świerszcze nie zawracały sobie głowy śpiewaniem.
- Często i dłużej śpiewające samce były generalnie, rzecz biorąc, silniejsze i zdrowsze od innych, co sprawiało, że takie też mogło być ich potomstwo; takie świerszcze były też chętniej wybierane przez samice na partnerów. Jednak śpiew nie wydawał się już taki ważny samicom w przypadku dużych i dorodnych samców; cechy fizyczne w tym wypadku liczyły się bardziej. Wygląda na to, że nie ma uniwersalnego wyznacznika atrakcyjności - sukces reprodukcyjny zapewnia kombinacja różnych cech - wyjaśnia jeden z autorów badań dr Rolando Rodriguez-Munoz z Univeristy of Exter.
Kompletnie nieoczekiwana okazała się za to inna obserwacja: większość świerszczy w ogóle nie doczekała się potomstwa. To szczególnie zaskakujące w przypadku żeńskiej części populacji. Wielu badaczy skłaniało się dotąd do przekonania, które można streścić jako każda potwora znajdzie amatora - co pośrednio wynika z faktu, że inwestycja w żeńskie geny powinna być bardziej opłacalna niż w męskie (szczególnie w trudnych czasach). Tymczasem żadna z obserwowanych samic nie doczekała się więcej niż dziesięciu potomków; w przypadku samców udało się to tylko nielicznym osobnikom. Gdyby La Fontaine wiedział, jak trudne jest życie świerszczy, z pewnością nie napisałby tych okrutnych słów: "Niepomny jutra, płochy i swawolny, przez całe lato śpiewał konik polny...".
Źródło: Gazeta Wyborcza