Profesora Zbigniewa Kundzewicza znałem do tej pory jako autora ciekawej książki „Gdyby mała wody miarka”. Dlatego zaskoczeniem jest dla mnie jego tekst opublikowany
w „Gazecie Wyborczej”. Jak każdy mieszkaniec planety Ziemia mam prawo wiedzieć, czy decyzje mogące zadecydować o rozwoju cywilizacji, a takich wymaga grono specjalistów zgromadzonych wokół IPCC oraz armie polityków z Alem Gore'em na czele, oparte są na uczciwych badaniach naukowych i rzetelnych konkluzjach czy też są wynikiem kiepskiej jakości badań statystycznych i manipulacji tymi wynikami przez aktywistów politycznych odmieniających słowo „nauka" przez wszystkie przypadki wszystkich oficjalnych języków ONZ.
Nie jestem klimatologiem, ale moje doświadczenie zawodowe umożliwia mi nieco głębsze zajrzenie w sprawy, o których pisze prof. Kundzewicz. Poza tym nie za bardzo przejmuję się przylepieniem mi etykietki przez aktywistów politycznych dowolnej maści.
Uważam, że tekst prof. Kundzewicza w "Gazecie Wyborczej" nie jest rzetelnym przedstawieniem spraw narosłych wokół ostatniego raportu IPCC i upublicznienia elektronicznej dokumentacji CRU, tzw. afery Climatgate, oraz niejasnych działań szefa IPCC dr. R. Pachauriego (notabene specjalisty od kolejnictwa raczej niż meteorologa).
Co do potępienia przez prof. Kundzewicza posługiwania się wykradzioną z CRU korespondencją elektroniczną to w dzisiejszej Polsce członkowie rozmaitych komisji śledczych uznaliby te dane za "dymiący pistolet" dowodzący, Bóg wie, jakich niecnych działań autorów tych, dość obrzydliwych, tekstów.
Prof. Kundzewicz, pisząc o posługiwaniu się przez IPCC bzdurami na temat lodowców himalajskich, pomija zawarte również w raporcie liczne inne konfabulowane dane pochodzące z niepublikowanych prac dyplomowych studentów, na przykład Uniwersytetu Al-Hazar w Kairze (np. o zatopieniu Holandii), czy też dotyczące wydajności elektrowni napędzanych przypływami mórz pochodzące od firm posiadających interes gospodarczy w korzystnej dla nich konkluzji raportu (w tym firm reprezentujących sektor energetyki jądrowej).
Nie wiem, ile takich konfabulacji lub wyrzutek lobbystycznych jest w Raporcie, ale zapewniam czytelników "Gazety Wyborczej", że w prawdziwej nauce nie liczymy fałszerstw na procenty tekstu. Zasadniczym powodem mojej krytyki artykułu prof. Kundzewicza jest jego przemilczenie sprawy działalności naukowej dr. Michaela Manna, autora tzw. krzywych hokejowych i osoby, której przypisywane są najbardziej drastyczne fragmenty tekstów wyciekłych z CRU.
Krzywe hokejowe, zarówno w raporcie, jak i w działaniach politycznych Ala Gore'a, a także wielu rządów (np. rząd Kanady rozesłał je wszystkim obywatelom) są jednym z koronnych dowodów na antropogeniczne - tj. wywołane przez człowieka - ocieplenie klimatu. Krzywe te, o czym wiemy od lat, są otrzymane w drodze "zadziwiająco" popełnionych błędów matematycznych w analizie danych, między innymi zgromadzonych w CRU, do których dostęp dla innych badaczy był, w świetle tychże przecieków, celowo utrudniany.
Czy prof. Kundzewicz nie uważa, że mógłbym nazwać ten fakt fragmentem tytułu jego tekstu? Przypomnę jedynie, że poprawna analiza danych zmian temperatury na kuli ziemskiej prowadzi do konkluzji istotnie różnych od tych opartych na krzywych hokejowych.
Nie wiem, dlaczego prof. Kundzewicz, jako współautor dokumentu, staje na stanowisku aktywisty politycznego i broni Raportu IPCC inwektywami pod adresem pytających o prawdę. Dlaczego więc nie uznać błędu raportu i przystąpić natychmiast do jego szczegółowej rewizji. Sprawa ocieplenia klimatu jest zbyt ważna dla rozwoju cywilizacji na świecie, by ją podporządkować politycznie motywowanym decyzjom wynikającymi z politycznie motywowanych manipulacji badaniami naukowymi.
Dziesięć lat temu opublikowałem artykuł pt. "Brudno, choro, bogato - czysto, zdrowo, biednie. Nieprawdziwy dylemat ekologii" udostępniony ostatnio przez portal
Studio Opinii Ostatnie zdanie z tego tekstu brzmi: "Razem możemy szybciej dojść do celu. Tylko nie stawiajmy sobie nieprawdziwych i niemożliwych do rozwiązania zadań. Droga w przyszłość jest dostatecznie trudna. Nazywa się życie".
Zapraszam prof. Kundzewicza do wspólnego marszu. Mamy dobrą busolę, nazywa się prawdziwa nauka.
Prof. dr hab. Łukasz A. Turski Centrum Fizyki Teoretycznej PAN i Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego